Pazurkiem po ekranie #51: Nowe szczyty cynizmu

"The Good Wife" (Fot. CBS)

"The Good Wife" (Fot. CBS)

W "Żonie idealnej" kampania trwa w najlepsze, w "The Affair" na jaw wychodzą kolejne prawdy i półprawdy, "Jane the Virgin" atakuje zakonnicami, a Valerie Cherish wraca jeszcze bardziej. Uwaga na duże spoilery.

Zanim seriale udadzą się na świąteczny odpoczynek, zostaniemy zasypani tradycyjnym zestawem namiętnych pierwszych pocałunków, niespodziewanych morderstw, wypadków, ucieczek sprzed ołtarza, ciąż i takich tam. Mnie to już coraz mniej rusza, bo kontakt z dziełami amerykańskiej telewizji ogólnodostępnej ograniczyłam w zasadzie tylko do produkcji komediowych, paru nowości, których jeszcze nie porzuciłam, oraz "Żony idealnej". Która zresztą nie jest bez grzechu - zawsze kiedy zbliża się koniec sezonu bądź półsezonu, akcja porządnie przyspiesza.

W tym tygodniu Will umarł ponownie...

...i to nie raz, a wiele razy. Przy dźwiękach irlandzkiej muzyki, na początku skocznej, bo tak się jednemu z panów podłożyło. Alicia w czerwieni wspominająca przed kamerą strzelaninę w sądzie wydała mi się szczytem cynizmu, nawet jak na możliwości "Żony idealnej". Zwłaszcza że chwilę wcześniej widzieliśmy scenę z Peterem w aucie. Ach, jak pięknie to małżeństwo nie istnieje! I jak dobrze słucha się słownych plaskaczy, które ona co jakiś czas mu wymierza. W takich momentach czuję dumę i przypływ babskiej solidarności i myślę, że kiedy dorosnę, jednak chcę być Julianną Margulies, a nie Julią Louis-Dreyfus.

Ale nie da się nie zauważyć, że ostatnie odcinki "Żony idealnej" są dość nierówne. Niektóre sceny zza kulis kampanii wyglądają jak recykling tego, co już przerabialiśmy przy okazji startu Petera na gubernatora. Finn, wygodnie umieszczony w biurze na piętrze nad Alicią, wydaje mi się wpasowany w ten krajobraz na siłę. W ogóle odnoszę wrażenie, że powrót na stare śmieci "Żonie idealnej" nie służy - tęsknię za biurem Florrick Agos, które było przyjemne dla oka, miało w sobie jakąś fajną świeżość. Ale i tak najbardziej nie mogę znieść udręczonego Cary'ego, który marnieje nam w oczach. To ewidentnie wątek, który będzie wlókł się przez większość sezonu i którego skutkiem pewnie będzie odejście Kalindy. Problem w tym, że na razie nie jesteśmy nawet w połowie sezonu, a ja już tracę zainteresowanie.

W "The Affair" poznaliśmy kolejne elementy układanki...

...a ja znów mam mieszane uczucia. Z jednej strony, nie dało się wymyślić nic bardziej banalnego niż dobrych ludzi, którzy aby związać koniec z końcem zajęli się handlem narkotykami. Z drugiej - znów świetnie oglądało mi się te same detale widziane z dwóch perspektyw. Szok i zdegustowanie na twarzy Noah kontra "Nie sądziłam, że to ma znaczenie" Alison. Ona, stojąca u niego w progu z nadzieją na nowy początek, i on, w jednej sekundzie z powrotem zakochany już tylko we własnej żonie.

Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć, wiem, że "The Affair" wciąż mnie szalenie kręci i że Ruth Wilson w czerwonej sukience była absolutnie najpiękniejszą rzeczą, jaką widziałam w tym tygodniu.

Episode 106

Cyniczne okazały się nawet zakonnice w "Jane the Virgin"...

...co w sumie mnie nie dziwi. Dziewica w ciąży to po prostu tak dobra marka, że głupio byłoby nie skorzystać. Swoją drogą, "Jane the Virgin" nie przestaje mnie zaskakiwać pokręconymi pomysłami. Kiedy wydaje mi się, że już nic bardziej absurdalnego nie wymyślą, pojawia się urna z prochami kochanka akurat w odpowiednim momencie, by posłużyć złej, a może tylko pogubionej, blondynie za broń.

Tymczasem Jane całowała się z Rafaelem, Michael doznał olśnienia, Xiomara śpiewała a cappella... jejku, co ja robię, przecież tego nie da się streścić. Czekam na moment, w którym narrator zacznie się gubić w fabule serialu. To by zdecydowanie pasowało do całości.

Tymczasem w HBO Lisa Kudrow zaliczyła kolejny comeback...

...a ja znów to oglądam z mieszanymi uczuciami. Nic na to nie poradzę, zdesperowana Valerie Cherish mnie irytuje jak chyba nikt inny. Wiem, że taki właśnie był zamysł twórców, i co więcej, wiem, że "The Comeback" to całkiem niezły serial. Pomysł na ten sezon niewątpliwie coś w sobie ma: po latach od skasowania "Room and Bored" Valerie gra wyjątkowo okropną wersję samej siebie w serialu tworzonym przez faceta, którego nie może ścierpieć. Bo jej wyszło, że lepsze to niż całkowite zniknięcie z ekranu. Straszne i strasznie śmieszne.

I choć lubię i doceniam ten rodzaj humoru, to "The Comeback" przez większość czasu ogląda mi się po prostu źle. Może dlatego, że odkryłam go po "Episodes", które mówi tę samą prawdę o kulisach telewizji i czyni to jednak w zabawniejszy i bardziej wyrafinowany sposób, a może po prostu doprowadza mnie do szału głos Valerie i ten wiecznie przyklejony do jej twarzy uśmiech. Jeśli do tego dodać, że w "Przyjaciołach" Phoebe nigdy nie była moją ulubienicą, pewnie okaże się, że problem jest po mojej stronie, a nie serialu. Ale nic na to nie poradzę, moją ukochaną postacią w "The Comeback" był, jest i będzie ta obleśna świnia Paulie G. Bo w gruncie rzeczy rozsądny z niego facet.

the-comeback-season-2-valerie-cherish-posters-3

A co Wy widzieliście w tym tygodniu? Piszcie w komentarzach, tweetujcie i obserwujcie mnie, a także Serialową na Twitterze, bo to właśnie tam mamy zwyczaj prawie na żywo pisać o tym, co oglądamy. Jeśli też coś fajnego oglądacie i chcecie podzielić się tym z nami, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa. My Wasze wpisy odnajdziemy i oczywiście na nie odpowiemy.

I pamiętajcie - widzimy się za tydzień. W tym samym miejscu, o tej samej porze.