"Outlander" nie bał się pokazać penisa. I dobrze!

"Outlander" (Fot. Starz)

"Outlander" (Fot. Starz)

Takich rzeczy nie było nawet w "Grze o tron"! W zeszłotygodniowym odcinku "Outlandera" widzowie mogli na własne oczy zobaczyć, jak wygląda męski penis w stanie spoczynku. Co oznacza, że (wreszcie) przekroczona została kolejna granica.

O tym, że do męskiej i kobiecej nagości podchodzi się w serialach zupełnie inaczej, pisaliśmy i my na łamach Serialowej, i wielu krytyków z amerykańskich mediów. Wiadomo, że NBC prędzej pokaże zakrwawione ludzkie wnętrzności niż nagi tyłek, a i w części kablówek (choćby AMC) przemoc traktowana jest jak coś zupełnie naturalnego, zaś nagość jak coś zakazanego, ale przecież HBO, Showtime czy Starz przekroczyły już wszelkie możliwe granice. Oprócz tej jednej.

Kiedy kobieta się rozbiera na ekranie, pokazuje często praktycznie wszystko. W przypadku mężczyzn sprowadza się to do zaprezentowania klaty albo co najwyżej tyłka. To zwykły seksizm. Mówiła o tym m.in. Ruth Wilson z "The Affair". "Niepokoi mnie, jak w tej branży traktowane są kobiety, które służą do podniecania widowni, bo penisów nie można pokazać na ekranie, a piersi można. Z góry się zakłada, że kobiety pokażą swoje piersi i że muszą pokazać swoje piersi. Przeszkadza mi to. To jest niepotrzebne i niesprawiedliwe" - oznajmiła aktorka w magazynie "The Edit".

Od razu posypały się na nią gromy, czemu w takim razie wspiera ten niesprawiedliwy porządek, prezentując własne wdzięki przed kamerą. Ale też wiele osób - cóż, zazwyczaj kobiet - zgadza się z tym w 100%. Na przykład Jenji Kohan, która całkiem odważnie pokazała nagich mężczyzn w saunie w 2. sezonie "Orange Is the New Black". Problem w tym, że scena była odważna głównie z założenia, bo jednak wiele to tam widać nie było. Nieco więcej pokazało "Shameless", gdzie bez skrępowania rozbierał się Zach McGovan (który zresztą biegał też całkiem nago w "Black Sails").

Za to taki Michiel Huisman - Daario Naharis z "Gry o tron" - wciąż nie pokazał nam zbyt wiele, co ostatnio wywołało taką oto reakcję ze strony Anny Kendrick.

Bo widzicie, walka o penisy na ekranie to teraz coś bardzo feministycznego. Nie chodzi o to, żeby sobie popatrzeć - choć w tym też nie ma nic złego - chodzi o równość. I wydaje się, że to, co zrobił "Outlander" w odcinku "Lallybroch" nieco nas do tej równości przybliża. Dla tych z Was, którzy serialu nie oglądają, krótkie wyjaśnienie: pokazano scenę próby gwałtu z udziałem jednego z bohaterów. Bohater ów próbował pobudzić swojego penisa do działania, a widzowie mogli dokładnie obejrzeć, jak wygląda ów męski narząd w stanie spoczynku.

Aktor, który tę scenę zagrał, Tobias Menzies, powiedział, że nie korzystał z pomocy dublera. "Obawiam się, że to wszystko ja" - odpowiedział na pytania dziennikarzy. Efekt? Krytycy są za! Maureen Ryan, która od dawna domagała się więcej męskiej nagości w serialach, napisała całą długą analizę tego, co zrobił "Outlander". Mówiąc krótko, zrobił coś radykalnego, wręcz rewolucyjnego. Pokazał penis i to w scenie bezpośrednio związanej z seksem. Kablówki premium do tej pory unikały łączenia jednego z drugim, jeśli już genitalia się pojawiały, to w mniej oczywistych sytuacjach.

I dobrze, że coś się zmienia, bo to było bezsensowne tabu. Nagie kobiety pokazuje się tuzinami, we wszelkich możliwych zbliżeniach. Krew leje się strumieniami nie tylko w kablówkach, ale i w stacjach ogólnodostępnych. Takie seriale jak "Stalker" czy "The Following" nie oburzają szefów tych telewizji. Są codziennością. A męskie genitalia to coś tak wstydliwego, że nawet w "Grze o tron" mają z tym problem. Coś tu nie gra, przyznacie. Dobrze, że ktoś w "Outlanderze" odważył się przełamać to głupie tabu.