"Halt and Catch Fire" (2x01): Więcej niż restart

"Halt and Catch Fire" (Fot. AMC)

"Halt and Catch Fire" (Fot. AMC)

"Halt and Catch Fire" powróciło i jest lepsze niż kiedykolwiek wcześniej. Być może był to jeden z mniej oczekiwanych powrotów tego roku, ale gdy na ekranie ponownie pojawiły się Donna i Cameron, stało się jasne, jak bardzo ich brakowało. Uwaga na spoilery.

"Halt and Catch Fire" było w pierwszym sezonie serialem bardzo nierównym. Mimo interesującego początku idea pokazania początków rewolucji komputerowej lat 80. - i to w Dallas - szybko zniknęła w ciężkostrawnych i mało oryginalnych wątkach osobistych, zwłaszcza tych powiązanych z Joe McMillanem (Lee Pace). Historia budowana wokół Cardiff Electric i komputera Giant nabrała tempa w dopiero w ostatnich odcinkach, zwłaszcza gdy Giant miał zostać zaprezentowany na targach COMDEX. Ale wtedy było już za późno, aby całkowicie zatrzeć złe wrażenie.

Drugi sezon zapowiada się rewolucyjnie i rewelacyjnie. Zamiast Joego głównym bohaterkami są teraz Donna (Kerry Bishé) i Cameron (Mackenzie Davis, która ma teraz nieco dłuższe włosy, ale jej charakter się niewiele zmienił). To ich firma, Mutiny - dostarczająca gry online w naprawdę pionierskich czasów dla sieci komputerowych - jest zwiastunem prawdziwej rewolucji, dużo ważniejszej niż zmiany na rynku komputerów osobistych. Już pierwsza scena odcinka, w której Donna i Cameron zwiedzają wraz z widzami dom, w którym pracują one i grupa programistów zwiastuje, że nowy sezon to coś więcej niż restart dla serialu

Scena początkowa - zrobiona w jednym długim ujęciu, trochę jak walk-and-talk Sorkina z "The West Wing" - jest pełna dynamiki, energii, humoru. Tego wszystkiego bardzo "Halt and Catch Fire" brakowało. Donna i Cameron jako centralne postacie serialu to absolutny strzał w dziesiątkę. Ich osobowości i podejście są na kursie kolizyjnym, ale gdy trzeba ukraść komputery paserowi, który je oszukał (jedna z lepszych scen odcinka), Donna i Cameron potrafią działać bardzo zgodnie i sprawnie.

Ich firma, Mutiny, przypomina nieco Pied Piper z "Doliny Krzemowej". Chociaż akcja toczy się w Dallas, a nie w Kalifornii, to problemy pozostają takie same. Chodzi nie tylko o dalszy rozwój firmy, ale tak prozaiczne sprawy, jak dostawy prądu czy kłopoty (lag) z usługami online. Podobne kłopoty przeżywała ekipa Pied Piper w 2. sezonie - np. obydwie firmy działają nielegalnie w budynku mieszkalnym, który nie jest przeznaczony na działalność komercyjną. Ale Mutiny ma mniejszą konkurencję niż ekipa Richarda Hendricksa. "Halt and Catch Fire" nie jest oczywiście serialem komediowym, ale lekka zmiana akcentów wyszła serialowi zdecydowanie na dobre.

Drugim z głównych wątków są problemy Gordona i Joego, którzy muszą zmierzyć się z konsekwencjami swoich działań w Cardiff. A konkretniej z tym, że po sukcesie ich pierwszego komputera osobistego i jego drugiej wersji firma została sprzedana. Jeden i drugi muszą teraz zbudować swoje życie na nowo, na szczęście ich rozważania czy rozterki są w zasadzie tylko tłem dla działań Cameron i Donny. Joe chce się żenić z Sarą (znana z "Zakazanego imperium" Aleksa Palladino). Poznał ją w obserwatorium astronomicznym, gdzie udał się pod koniec pierwszego sezonu, by szukać sensu życia, ale to, co się z nim teraz dzieje, jest na razie wątkiem pobocznym. I dobrze.

Rzadko się zdarza, by kolejny sezon był tak różny od poprzedniego jak w przypadku "Halt and Catch Fire". Było to ryzykowne, ale i tym razem ryzyko się opłaciło. Mutiny jako firma "internetowa" będzie w centrum rewolucji, która zmieniła świat, a Donna i Cameron będą mogły w tym uczestniczyć. W pierwszym odcinku jest zresztą tego zapowiedź - Donna orientuje się, że użytkownicy Mutiny nie tylko grają przez sieć, ale też godzinami ze sobą rozmawiają, płacąc za to spore pieniądze. To sygnał kierunku, w którym może podążyć ich firma.

Energia, świeżość scenariusza, znakomite dialogi, Joe i Gordon na drugim planie, dużo humoru, no i niebanalny temat - drugi sezon "Halt and Catch Fire" zaczął się tak dobrze, że oczekiwanie na kolejne odcinki nagle stało się bardzo trudne. Całość wzbogacona jest muzyką z epoki, która jest jednym z elementów tworzących klimat całego serialu. Podobnie jak elektroniczne gadżety, pierwsze komputery i gry, które (siłą rzeczy) są integralnym elementem serialu.

A na horyzoncie jest jeszcze powrót Johna Boswortha (Toby Huss), byłego dyrektora Cardiff Electric, który wychodzi z więzienia w ostatniej scenie pierwszego odcinka. Czy pomoże Cameron i Donnie w rozwoju Mutiny? To byłoby logiczne. Odpowiedź na to pytanie poznamy w kolejnych odcinkach, na które trudno czekać inaczej niż z niecierpliwością