10 najlepszych seriali 2018 roku wg Michała Kolanki

"Ostre przedmioty" (Fot. HBO)

0

Solidny – to najlepsze określenie serialowego roku 2018. Nie było dla mnie jednej wybitnej produkcji, która zdefiniowałaby ostatnie 12 miesięcy. Ale i tak nie ma na co narzekać.

2018 obfitował nie tylko w dobre seriale, ale też rozczarowania. Nie da się ukryć, że wiele ze świetnie zapowiadających się projektów – zwłaszcza Netfliksa – wyglądało dobrze tylko na papierze. Mam tu na myśli przede wszystkim "1983", ale nie tylko. Nadal jednak podstawowym problemem było to, że doba ma wciąż tylko 24 godziny, a lista tych rzeczy, które "trzeba obejrzeć", z każdym miesiącem się wydłużała. Nawet jeśli zabrakło jednego serialu, który jednoznacznie wyprzedziłby wszystko inne, to poziom podniósł się tak bardzo, że nawet solidne produkcje są teraz czymś więcej niż tylko średniakami.

2018 był na pewno rokiem dalszych przemian w sposobie oglądania seriali. Jedna z pozycji na liście – "Ślepnąc od świateł" – została opublikowana od razu w całości na HBO GO. Kilkanaście miesięcy temu byłaby to domena tylko jednej platformy. Na podobne działania, chociaż w mniejszej na ten moment skali pozwala sobie TVN (vide: "Chyłka – Zaginięcie"). "Ślepnąc od świateł" HBO było jednocześnie najbardziej dyskutowanym i omawianym w mediach polskim serialem tego roku. Wywołało zdecydowanie większy oddźwięk niż dobry i przemyślany "Rojst". To wszystko razem sprawiło, że wybór top 10 był jak zwykle trudny.

A najtrudniejsze było oczywiście ułożenie pierwszej trójki. Tu miałem najwięcej chwil wahania. Zakończenie "The Americans" było satysfakcjonujące, a maestria i dokładność w budowaniu przez wiele lat wątków opłaciła się jego twórcom. Cierpliwość w budowaniu szerokiego świata opłaciła się za to Davidowi Simonowi, twórcy "Kronik Times Square". Portret Warszawy – a może raczej "warszawki" – utopionej w narkotykach, seksie i przemocy w "Ślepnąc od świateł" to inna wyrazista kreacja serialowego świata w tym roku. Takich przykładów jest w tym roku wiele, chociaż jak pokazuje miejsce "Ostrych przedmiotów" to postacie z krwi i kości oraz ich historie liczą się bardziej niż światy, które zamieszkują.

10. "Terror"

Świetna powieść Dana Simmonsa stała się materiałem wyjściowym do stworzenia mrocznego, przerażającego serialu, którego niektóre fragmenty – zwłaszcza z końcówki – trudno zapomnieć nawet po upływie kilku miesięcy. Chyba żaden serial w tym roku nie pokazał tak dobitnie, do czego zdolny jest człowiek w ekstremalnych sytuacjach. Udało się to również za sprawą dobrze oddanego klimatu i realiów tamtej epoki (podobnie jak w powieści). Oczywiście można narzekać na wątek nadprzyrodzony, ale całość robi przerażające wrażenie. Bo jak zwykle okazuje się, że prawdziwymi potworami są przede wszystkim ludzie.

9. "Odpowiednik"

Historie szpiegowskie w tym roku były wyjątkowo modne. Ale "Odpowiednik" to historia szpiegowska z elementami science fiction. Budzi skojarzenia z jednym z najlepszych opowiadań Jacka Dukaja, "Ziemią Chrystusa", opowiadającą o tym, jak mogą wyglądać alternatywne, ale cały czas bardzo podobne wersje Ziemi. J.K. Simmons jako Howard Silk w podwójnej roli to jedna z najbardziej wyrazistych kreacji aktorskich na małym ekranie w tym roku. "Odpowiednik" wykorzystuje też znany motyw alternatywnej rzeczywistości do zadawania fundamentalnych pytań o to, co i dlaczego wpływa na ludzkie życie oraz jak podejmowane decyzje na nie wpływają. "Podwójna" postać Howarda pokazuje to w dość mocny sposób.

8. "Bodyguard"

O ile historia w "Odpowiedniku" była dość skomplikowana, to intryga w "Bodyguardzie" okazał się ostatecznie bardzo prosta. Nawet zbyt prosta. Ale to się jednak nie liczyło. Ważniejsze było to, jak została opowiedziana. Bo chyba żaden serial w tym roku nie trzymał tak na krawędzi fotela, jak właśnie "Bodyguard". Od pierwszej sceny zamachu w pociągu po ostatnią, nie można było się oderwać ani zatrzymać. "Bodyguarda" można krytykować za wiele rzeczy: wspomnianą prostą, a przede wszystkim mało wiarygodną fabułę, jednowymiarowe postacie udające wielowymiarowe i tak dalej. Ale nie da się przejść obojętnie wobec tego, jak bardzo te sześć odcinków potrafiło wciągać.

7. "The Expanse"

Trzeci sezon "The Expanse" pokazuje, że cierpliwość w budowaniu świata się opłaca. Poprzednie sezony były momentami bardzo nierówne. Tutaj poziom jest cały czas bardzo wysoki. "The Expanse" przekonuje widza jako space opera, wizja przyszłości, w której ludzkość nie stała się lepsza przez to, że sięgnęła gwiazd. W swoim gatunku obecnie to serial bez konkurencji. Nie stał się odpowiednikiem "Gry o tron" w realiach science fiction pod względem zasięgu i kulturowego oddziaływania, ale i tak od czasu "Battlestar Galactica" to najlepszy serial z tego gatunku. Sezon trzeci był też o wiele bardziej spójny pod względem liczby wątków i ich rozrzucenia w porównaniu do poprzednich. Przez co oglądało się go po prostu lepiej niż poprzednie.

6. "Ślepnąc od świateł"

Historia Kuby (debiut Kamila Nożyńskiego) to coś więcej niż opowieść o dilerze kokainy w stolicy Polski. To również mocno przerysowany, ale jednak w jakimś sensie trafiający w sedno i autentyczny portret stolicy, a raczej pewnej jej wersji – tej mocno zdemoralizowanej, zblazowanej, hedonistycznej, utopionej w narkotykach i alkoholu, oderwanej od rzeczywistości zwykłych Polaków, zapatrzonej w siebie, mrocznej. Ale sama Warszawa to nie wszystko. Nie byłoby też tego serialu gdyby nie Jan Frycz jako Dario i Robert Więckiewicz jako Jacek. Dzięki nim ekranizacja powieści Jakuba Żulczyka zostanie zapamiętana na bardzo długo.

5. "Homecoming"

Pierwszą piątkę tego roku otwiera u mnie Sam Esmail. Przyzwyczaił nas do eksperymentów z formą i wielowątkowej, wielopłaszczyznowej treści, ale w tym przypadku nie tylko forma się liczy. To przede wszystkim prawdziwa, emocjonalna historia dużo bardziej rozbudowana niż tylko opowieść o mrocznych eksperymentach bezdusznej korporacji. Wątek antykorporacyjny, anarchistyczny był rdzeniem "Mr. Robot". Tu opowieść jest bardziej kameralna, zaczynająca się w chwili, gdy kończy się większość filmów wojennych: po zakończeniu misji przez żołnierzy i powrocie do domu. W tej historii główną rolę odgrywa oczywiście Julia Roberts, ale jest i Sissy Spacek, Bobby Cannavale czy Shea Whigham. Odkrywanie i dopasowywanie do siebie różnych elementów całej struktury, którą zbudował Esmail, nie jest na szczęście tylko celem samym w sobie. Chociaż jest to doskonała zabawa, podobnie jak – co zauważyła Kamila Czaja – podziwianie kompozycji poszczególnych scen. Okazało się też, że jeśli ktoś ma coś do powiedzenia, to półgodzinne odcinki w zupełności do tego wystarczą.

4. "Obsesja Eve"

Oglądając początek "Obsesji Eve", miałem nieodparte skojarzenia, że to najlepsza ekranizacja popularnych gier z serii "Hitman" (o seryjnym zabójcy wykonującym kolejne misje), jaka mogła powstać. Dopracowany w swojej formie, pełny specyficznego stylu serial to jednak coś dużo więcej, o czym szybko można się przekonać. Truizmem byłoby stwierdzenie, że ten serial funkcjonuje dzięki wzajemnej fascynacji dwóch kobiet – granych przez Sandrę Oh i Jodie Comer – wywracającej do góry nogami konwencje z filmów szpiegowskich, do których zdążyliśmy już przywyknąć. Ale między innymi dzięki temu to jeden z najlepszych seriali tego roku.

3. "Kroniki Times Square"

Chyba tylko David Simon jest w stanie podjąć taki temat, jak powstanie i rozwój branży porno w latach 70./80. w Nowym Jorku, z takim rezultatem. Drugi sezon serialu pokazuje ewolucję i rozwój świata, który zaczęliśmy poznawać rok temu. Niczym w "The Wire" z każdym kolejnym sezonem poznajemy jego kolejne oblicza, rozwój i zmiany, które w nim zachodzą. Nowy Jork w serialu Simona to miejsce, w które można bez trudu uwierzyć. Tak samo jak miasto zmienia się branża i rozwijają kariery głównych bohaterów. W tym Candy (Maggie Gyllenhaal). Wątek w serialu dotyczący powstawania jej filmu, a zwłaszcza odcinek pokazujący partyzanckie metody kręcenia na ulicach Nowego Jorku, wyróżnia się najbardziej. Simon w niemal perfekcyjny sposób opanował sztukę tworzenia wiarygodnych miejsc z ciekawymi, poruszającymi, działającymi na emocje historiami osób, które w nich żyją lub zostały zmuszone do życia.

2. "The Americans"

Przez sześć lat zastanawialiśmy się, co stanie się z podwójnym życiem małżeństwa Jenningsów, radzieckich szpiegów działających w apogeum zimnej wojny w USA. Ostatecznie jednak to nie ich konfrontacja z agentem FBI Stanem Beemanem była najbardziej emocjonalną i wzruszającym elementem ostatniego sezonu. Bo "The Americans" nigdy nie było tylko historią o szpiegach i polujących na nich agentach. Było przede wszystkim o rodzinie, którą tworzyli Philip i Elizabeth. Dlatego to, co z tą rodziną się stało, było ważniejsze w zakończeniu serialu niż wszystkie wątki szpiegowskie. "The Americans" przez sześć sezonów nie było – bo i nie mogło być – serialem idealnym. Koniec też nie jest idealny. Ale na pewno opłaciło się czekać. I inwestować swój czas w poznanie tego serialu, bo wraz z jego końcem zamknęła się też pewna epoka telewizji.

1. "Ostre przedmioty"

Miniserial na podstawie powieści Gillian Flynn to najlepszy przykład tego, że współczesne seriale dają więcej możliwości twórcom niż filmy. Bo tak wielowątkowej, skomplikowanej historii w ciągu dwóch godzin nie sposób chyba opowiedzieć. "Ostre przedmioty" rozwijają się wolno, nawet bardzo wolno. Każdą chwilę można analizować na wiele sposobów. W innych serialach takie tempo byłoby wadą, ale nie tutaj. Jest coś hipnotyzującego w tej historii. Jean-Marc Vallée doskonale wiedział, co robi. To serial, którego język wizualny jest równie ważny co dialogi wypowiadane w jego trakcie. I dzięki temu bardzo trudno zapomnieć o tym, co wydarzyło się w miasteczku Wind Gap. Nawet jeśli sama tajemnica podwójnego morderstwa szybko staje się wobec całej otoczki nieco wtórna, to klimat stworzony w tym serialu był niezwykły nawet jak na ten wypełniony udanymi produkcjami rok.

  • Adrianos Mentos

    I tak powinny wyglądać wszelakie listy seriali czy odcinków, bez bezsensownego klikania po 10x.
    Jest na to szansa?