7 seriali, które warto obejrzeć zamiast "Belle Epoque"

"Belle Epoque" (Fot. TVN)

0
1 2 3 4 5 6 7

"Detektyw Murdoch"

"Detektyw Murdoch" (Fot. CBC)

"Detektyw Murdoch" (Fot. CBC)


Wiemy już, że przyzwoite kryminały kostiumowe potrafią tworzyć Brytyjczycy, Australijczycy, a nawet Amerykanie (choć nie jest to ich specjalność). Została tylko wizyta w Kanadzie. To kraj znany jest głównie z tego, że przyjeżdżają tam kręcić swoje seriale południowi sąsiedzi, bo Vancouver jest tańsze od Nowego Jorku, a od biedy może go udawać. Własne produkcje wychodzą Kanadyjczykom już gorzej, ale to nie jest tak, że nie powstaje tam nic fajnego.

Po przykład "czegoś fajnego" nie musimy daleko sięgać, bo Kanadyjczycy właśnie oglądają 10. sezon "Detektywa Murdocha". Serial, który powstał na podstawie cyklu powieści Maureen Jennings, jest raczej lekką i przyjemną rozrywką do kotleta, niż dziełem wybitnym - ale daj Boże, żeby Polacy robili takie seriale do kotleta! Charakterne, lekko napisane i mające pomysł na siebie oraz swoich bohaterów.

Akcja "Detektywa Murdocha" rozpoczyna się w latach 90. XIX wieku - okresie szybkiego rozwoju przemysłowego i coraz bardziej użytecznych wynalazków. A William Murdoch, detektyw policji z Toronto, w którego wciela się Yannick Bisson, jest nie tylko charyzmatycznym i pełnym uroku facetem, ale także człowiekiem żywo zainteresowanym owymi wynalazkami. Murdoch nie jest co prawda drugim geniuszem w stylu Sherlocka, ale wszystko śledzi na bieżąco i kiedy trzeba, może pogadać jak równy z równym nawet z Teslą.

W serialu zdarzają się błędy historyczne i przeinaczenia, ale fascynacja, z jaką do nowych wynalazków podchodzi tytułowy bohater, potrafi udzielić się widzowi i wiele wynagrodzić. Nawet braki budżetowe, które niestety widać. Ale znów - mówimy o serialu dla masowej publiczności, który dobija właśnie do 150 odcinków. W Polsce takiego cudu pewnie nie doczekamy.

1 2 3 4 5 6 7