7 rzeczy, które uczyniły mój tydzień lepszym

"The Marvelous Mrs. Maisel" (Fot. Amazon)

0

Ten tydzień należał do fenomenalnej pani Maisel i chłopaka w żółtej kurtce z serialu "Dark". A poza tym Netflix zasypał nas zwiastunami "Black Mirror", Edie z "Gotowych na wszystko" odnalazła się w "Dynastii", a Kelly Clarkson śpiewała w aucie.

1. Fenomenalna pani Maisel

Jeśli jeszcze nie macie konta w Amazon Prime Video, to warto je założyć choćby dla tego jednego serialu. Ta przyjemność wciąż jeszcze kosztuje tylko 2,99 euro za miesiąc, w serwisie pojawia się coraz więcej ciekawych rzeczy (choćby "The Missing", "4 Blocks" czy cała "Żona idealna") i będzie pojawiać się jeszcze więcej.

O tym, dlaczego "The Marvelous Mrs. Maisel" to cudowna rzecz, a Rachel Brosnahan jest prawdziwym skarbem, pisał w swojej recenzji Mateusz. Ja również jestem urzeczona tą bohaterką - bardzo typową dla Amy Sherman-Palladino, twórczyni "Gilmore Girls" i "Bunheads" - specyficznym światem, w którym ona żyje, jak również cudnym klimatem retro, stworzonym jak gdyby od niechcenia.

Takie zresztą wrażenie sprawia cały serial, w którym jest bardzo dużo lekkości i niewymuszonego wdzięku, ale także głębszej refleksji, zarówno na temat samej bohaterki, jak i kontekstu społecznego. Nikt tutaj nie udaje, że bycie porzuconą kobietą z dwójką dzieci w latach 50. to drobiazg, ale też nasza Midge wyraźnie wyprzedza swoją epokę pod każdym względem. Pozostając przy tym najbardziej uroczą istotą na świecie.

2. Kolejny mały festiwal filmowy Charliego Brookera

Spokojnie, będzie data premiery, a na razie cieszcie się wysypem materiałów promocyjnych 4. sezonu "Black Mirror". Netflix w tym roku robi to naprawdę dobrze, to znaczy każdy odcinek dostał swój zwiastun i plakat. Wszystkie dotychczas wypuszczone znajdziecie tutaj, a jeśli pytacie, który moim zdaniem zapowiada się najlepiej, to widzę tylko jedną odpowiedź: "Metalhead", które wygląda na rzecz niezwykłą pod każdym względem.

3. "Dark" - serial, z którego nic nie zrozumieli amerykańscy krytycy

Zapewne czytaliście już naszą entuzjastyczną recenzję "Dark". Choć niemiecki serial Netfliksa nie jest pozbawiony wad, ogólnie zgadzam się, że jest to jedna z najciekawszych i najbardziej wciągających rzeczy, jakie zobaczyliśmy tej jesieni. "Dark" jest nieźle napisany, ma swój klimat, ma też bohaterów, których losy chce się śledzić, i to nie tylko w jednej linii czasowej. To też serial, który wymaga trochę skupienia, bo można pogubić się w gąszczu ludzkich dramatów i wątków, powiedzmy, nadprzyrodzonych. Koniec końców wszystko jednak wszystko ładnie się ze sobą splata i nie okazuje się sztuką dla sztuki.

I tak, oczywiście, że "Dark" nie jest serialowym dziełem wybitnym, ale nie jest nim też "Stranger Things". Jest typowo popcornową rozrywką z mroczniejszą nutką, w której bardziej chodzi o twisty niż o zagłębianie się w psychikę bohaterów. Jest też serialem bardzo europejskim, który po swojemu wykorzystuje popkulturowe schematy, tworząc coś nowego, świeżego i pozbawionego amerykańskiej łopatologii. Kiedy więc czytam, co o nim myślą Amerykanie, jest mi prawie tak przykro jak po zapoznaniu się z recenzjami "Młodego papieża" zza oceanu.

4. "Altered Carbon" wygląda świetnie

Jeśli tylko te gify są prawdziwe (a wszystko wskazuje na to, że są), Netflix w 2018 roku znów odpali coś interesującego. "Altered Carbon" ma świetny materiał źródłowy, wygląda niemal jak "Blade Runner" na małym ekranie, a do tego jeszcze główną rolę gra Joel Kinnaman. Czekam!

altered01

5. Nicollette Sheridan została nową Alexis

Brakowało mi tej aktorki bardzo i naprawdę się cieszę, że po ośmiu latach przerwy powraca do telewizji. Możemy się spierać co do tego, czy nowa "Dynastia" to coś, co jej pomoże odbudować karierę - ale na pewno to będzie świetna sprawa zobaczyć właśnie ją jako Alexis. Nie spodziewam się, że przebije Joan Collins, spodziewam się, że zrobi to po swojemu i zrobi to dobrze.

dynasty-alexis-nicollette-sheridan

6. Kelly Clarkson w "Carpool Karaoke"

"Carpool Karaoke" to guilty pleasure, które nie znudzi mi się prawdopodobnie nigdy, przynajmniej dopóki za kółkiem będzie siedział James Corden. A poniżej mamy mocnego kandydata do miana jednego z najsympatyczniejszych odcinków.

7. A skoro przy śpiewaniu jesteśmy, taką ekipę zebrał Jimmy Kimmel

Jimmy Kimmel, Bono, Kristen Bell, Bryan Cranston, DJ Khaled, Rita Wilson, Ashton Kutcher i Diddy śpiewają o tym, że jeśli nie pomożemy ludziom z AIDS, pójdziemy do piekła. Występ jest częścią akcji charytatywnej, która powraca w "Jimmy Kimmel Live". A mnie się właśnie zamarzyło, żeby Kristen Bell zagrała główną rolę w jakimś musicalu, niekoniecznie serialowym.