Kultowe seriale HBO, które warto zobaczyć w HBO GO

"Sześć stóp pod ziemią" (Fot. HBO)

0
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

"Rodzina Soprano"

"Rodzina Soprano" (Fot. HBO)

"Rodzina Soprano" (Fot. HBO)

Spór o najbardziej kultowy czy po prostu najlepszy serial w historii pewnie nigdy nie doczeka się rozstrzygnięcia, ale wypada docenić fakt, że HBO dostarczyło przynajmniej kilku poważnych kandydatów do takiego miana. A "Rodzina Soprano" może być najpoważniejszym ze wszystkich, bo opowieść o mafijnej familii z New Jersey to bez wątpienia tytuł, który odmienił oblicze telewizji.

Podczas swoich siedmiu sezonów serial Davida Chase'a zrewolucjonizował nie tylko sposób, w jaki patrzono na telewizyjne dramaty, przełamując dominację proceduralnych historii, ale także uczynił z HBO potężnego gracza na rynku i sprawił, że wszystkie kablówki zechciały mieć swoją "Rodzinę Soprano". Czyli serial cieszący się równie dużym uznaniem krytyki (21 nagród Emmy przy 111 nominacjach!), co uwielbieniem widowni. Udało się bardzo nielicznym, ale istotniejszy jest fakt, że zapoczątkowana została nowa serialowa era, która trwa do dzisiaj, a jej efektami w postaci jakościowych produkcji jesteśmy bombardowani z każdej strony.

W czasach "Rodziny Soprano" tak nie było, więc tym bardziej należy docenić, jak bardzo wyróżniała się ona na ówczesnym telewizyjnym tle. Zarówno pod względem fabularnym, gdzie zaprezentowała niespotykane podejście do, wydawałoby się, mocno już wyświechtanego gangsterskiego gatunku, tworząc jedyną w swoim rodzaju tragikomedię, jak i przy kreacji głównego bohatera.

Tony Soprano ustanowił niedościgniony wzór serialowego antybohatera, którego potem masowo kopiowano, ale wiadomo przecież, że oryginał był tylko jeden. Zwłaszcza że grał go genialny James Gandolfini, perfekcyjnie oddający każde oblicze swojej postaci. Trzęsącego New Jersey mafijnego bossa; gangstera z problemami szukającego pomocy u terapeutki; ojca i męża próbującego utrzymać w całości rodzinę i jeszcze wielu innych. A przy okazji bohatera, którego paradoksalnie uwielbiało się jeszcze bardziej zawsze, gdy po raz kolejny odsłaniał swoją paskudną twarz.

A na nim się przecież nie skończyło, bo "Rodzina Soprano" na przestrzeni lat to cały szereg znakomitości. Edie Falco jako Carmela Soprano w roli, która odmieniła jej karierę. Michael Imperioli, Steven Van Zandt, Tony Sirico i Vincent Pastore jako najbliżsi współpracownicy Tony'ego. Lorraine Bracco w roli doktor Melfi. Wymieniać można bez końca, a przecież każda z tych postaci miała swój charakter, swoje problemy i motywacje, które czyniły je fascynującymi.

Z jednej strony nie może to dziwić, gdy spojrzy się, jacy ludzie odpowiadali za "Rodzinę Soprano" (oprócz Davida Chase'a m.in. Terence Winter i Matthew Weiner), z drugiej nadal zaskakuje, że tak znakomicie napisana historia dotyczyła odrażających typów, z jakimi nie sposób było się utożsamić. Kto by jednak o tym pamiętał, skoro od ich losów nie dało i wciąż się nie da oderwać wzroku, a sam serial, od początku do pamiętnego końca, nie postarzał się ani trochę? [Mateusz Piesowicz]

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12