Kultowe seriale: "Mildred Pierce", czyli wzloty i upadki kobiety nadzwyczajnej

"Mildred Pierce" (Fot. HBO)

Kate Winslet, Guy Pearce, Evan Rachel Wood i skomplikowany portret kobiety niezwykłej na tle amerykańskiej historii. Dlaczego warto obejrzeć miniserial "Mildred Pierce"?

Jedną z najbardziej oczekiwanych serialowych premier tej wiosny jest "Mare of Easttown", miniserial kryminalny HBO z Kate Winslet w roli policjantki z małego miasteczka i Guyem Pearce'em u jej boku. To duet świetnie znany fanom "Mildred Pierce", pięcioodcinkowej miniserii HBO, która pod koniec marca będzie obchodzić swoje 10-lecie i którą zdecydowanie warto sobie teraz odświeżyć. Zwłaszcza że na nadmiar dobrych seriali w tych czasach zdecydowanie nie możemy narzekać.

Mildred Pierce to iście oscarowy miniserial HBO

"Mildred Pierce" to serial stosunkowo nowy, bo z 2011 roku, ale historia, którą opowiada, powstała znacznie wcześniej. Produkcja stworzona przez Todda Haynesa to adaptacja książki Jamesa M. Caina z 1941 roku. W 1945 roku nakręcono na jej podstawie film z Joan Crawford w roli głównej. Kate Winslet nie była więc pierwszą Mildred Pierce. Nie przeszkodziło jej to w zdobyciu za swój występ Emmy, Złotego Globu, nagrody SAG oraz Satellite. Nagrodę Emmy otrzymał także Guy Pearce.

Krótko mówiąc, mamy tu do czynienia z prawdziwie oscarowym serialem z czasów, kiedy takie występy gwiazd tej wielkości nie były jeszcze oczywistością w telewizji. Dziś trudno nadążyć za filmowymi aktorami i reżyserami tworzącymi nowe seriale dla platform streamingowych. Wtedy filmową jakość oferowały najczęściej właśnie miniseriale HBO, będące swego rodzaju kilkugodzinnymi filmami w odcinkach – wystarczy spojrzeć choćby na "Anioły w Ameryce" albo "Kompanię braci".

Mildred Pierce: Kate Winslet jako kobieta niezwykła

Dość jednak o zaszczytach i gwiazdach, bo "Mildred Pierce" broni się przede wszystkim opowiadaną historią. Rzecz się dzieje w latach 30., czyli w czasie Wielkiego Kryzysu w Stanach Zjednoczonych. Mildred Pierce, mieszkająca na kalifornijskim przedmieściu matka dwóch dziewczynek, rozwodzi się z mężem, który ją zdradza, i zaczyna życie na własną rękę w najgorszym możliwym momencie, jeśli chodzi o możliwości znalezienia pracy. A ponieważ jest kobietą nie tylko bardzo dumną, ale też zaradną, szybko przemienia się z porzuconej desperatki, której nie stać na zakupy spożywcze, we właścicielkę miłej knajpki i lokalny symbol sukcesu.

Mildred Pierce serial hbo czy warto Kate Winslet

"Mildred Pierce" (Fot. HBO)

To, co oglądamy dalej, to melodramat w pełnym rozkwicie na tle amerykańskiej historii. "Mildred Pierce" na przestrzeni ponad pięciu godzin buduje zniuansowany portret kobiety nadzwyczajnej: silnej i wrażliwej, chłodnej i emocjonalnej, bezradnej i gotowej na wszystko. Mildred zdaje się przerastać i wyprzedzać swoje czasy, co jest zasługą Jamesa M. Caina, który napisał ją tak, jak postaci kobiecych w latach 40. się nie pisało. Dziś takie bohaterki są normą w serialach kostiumowych, wtedy (i mowa zarówno o roku 1941, jak i w pewnym stopniu 2011) niekoniecznie były.

Mildred jest silna, niepokorna, pracowita i emocjonalna w swoich prywatnych relacjach. Z jednej strony to symbol American dream, chodzący dowód na to, że wystarczy dosłownie zakasać rękawy i sukces gwarantowany. Z drugiej, kobieta, która ma też inną twarz – matki nieradzącej sobie z trudną, wybitnie uzdolnioną córką Vedą (w młodszej wersji Morgan Turner, w starszej Evan Rachel Wood) i kochanki nie najlepiej dobierającej kandydatów na miłości swojego życia.

Mildred Pierce serial hbo czy warto

"Mildred Pierce" (Fot. HBO)

Dlaczego warto obejrzeć miniserial Mildred Pierce

Oprócz ludzkich dramatów na tle historii Ameryki, kwestii ekonomicznych i wyraźnie zarysowanych podziałów klasowych w rzekomo bezklasowym amerykańskim społeczeństwie, "Mildred Pierce" oferuje tonę szalonych emocji, zagranych w specyficzny, teatralny, często przedramatyzowany sposób. Co pewnie nie każdemu się spodoba, a jednocześnie trudno sobie serial bez tego wyobrazić.

Mildred zdecydowanie ma tendencje do wikłania się w burzliwe relacje, choć pewnie długo można by debatować, na ile jest to jej winą. Niedługo po rozstaniu z mężem, które dokonuje się w okamgnieniu, zaczyna romansować z czarującym lekkoduchem Monty Beragon (Guy Pierce), z łatwością wydobywającym jej szaloną, namiętną stronę – tę, której nie widzimy, kiedy oglądamy jak bohaterka haruje, żeby wybić się ponad przeciętność. To związek, o którym dziś byśmy powiedzieli, że jest toksyczny, bo oprócz nieodpartej chemii zawiera złe emocje, a nawet przemoc.

Mildred Pierce serial hbo czy warto

"Mildred Pierce" (Fot. HBO)

Dokładnie to samo można powiedzieć o relacji Mildred z Vedą, która z dziwnej, trudnej, wybuchowej dziewczynki przeradza się wieku lat zaledwie kilkunastu w snobistyczną, chadzającą własnymi ścieżkami divę. Niekończąca się walka córki i matki napędza fabułę serialu w tym samym stopniu, co jej romans z Montym i budowanie od zera imperium gastronomicznego w piekielnie trudnych czasach.

Losy całej trójki na przestrzeni lat, nie wychodząc poza kalifornijski światek, składają się na opowieść o Ameryce tamtych czasów. O szybkich wzlotach i upadkach, fortunach budowanych w kilka lat i traconych w kilka minut, ludzkiej determinacji, problemach klasowych w krainie egalitaryzmu i amerykańskim śnie w praktyce.

"Mildred Pierce" to dowód na to, że telewizja jest wielka, kiedy opowiada o rzeczach małych i codziennych problemach zwykłych ludzi. To znakomity scenariusz, stylowa realizacja i oscarowe występy odtwórców trójki głównych ról. Warto zobaczyć, zwłaszcza mając w perspektywie zbliżającą się premierę "Mare z Easttown".

Serial Mildred Pierce jest dostępny na HBO GO

REKLAMA