"Teoria wielkiego podrywu" – serialowy Stuart walczył o jedną z głównych ról. Mógł zagrać tę postać
Jacek Werner
23 lipca 2026, 12:16
Trudno wyobrazić sobie bohaterów "Teorii wielkiego podrywu" granych przez innych aktorów, ale czy wiecie, że ekranowy Stuart walczył początkowo o inną rolę? Mogliśmy zobaczyć go w paczce głównych bohaterów.
Trudno wyobrazić sobie bohaterów "Teorii wielkiego podrywu" granych przez innych aktorów, ale czy wiecie, że ekranowy Stuart walczył początkowo o inną rolę? Mogliśmy zobaczyć go w paczce głównych bohaterów.
Kevina Sussmana już lada moment będziemy oglądać w serialu "Stuart nie ratuje wszechświata", w którym powróci jako ulubiony sprzedawca komiksów. Przy okazji promocji nowego sitcomu aktor zdradził, że w "Teorii wielkiego podrywu" ubiegał się o zupełnie inną rolę.
Teoria wielkiego podrywu – Kevin Sussman jako Howard
Z wywiadu, którego Kevin Sussman udzielił w oficjalnym podcaście "Teorii wielkiego podrywu" (za CBR), dowiedzieliśmy się, że przed skompletowaniem głównej obsady kultowej komedii, wziął udział w castingu do roli Howarda Wolowitza i… dostał rolę – jeszcze przed Simonem Helbergiem.
Przeszkodą okazał się kontrakt wiążący go z ABC, które realizowało wówczas serial "Brzydula Betty". Sussman zagrał w 1. sezonie i choć wiedział, że nie powróci w ciągu dalszym, umowa uniemożliwiała mu dołączenie do projektu konkurencyjnej sieci.
— O tym, że ta rola [Howarda] przepadła, dowiedziałem się podczas świętowania z moim menedżerem. Zadzwonił do mnie mój agent i powiedział, że przez cały ten kontrakt, bla, bla, bla, nic z tego nie będzie. Wiedziałem już, że i tak nie wrócę [w 2. sezonie "Brzyduli Betty"]. To sprawiło, że cała sytuacja była jeszcze bardziej bolesna – wyjaśniał aktor.

Sussman dodał, że koniec końców niepowodzenie przy 1. sezonie "Teorii wielkiego podrywu" wyszło mu na dobre. Gdyby nie ono, nie mógłby pojawić się w nowym spin-offie. "Wszyscy, z którymi rozmawiam o 'Stuart nie ratuje wszechświata', mówią mi, że coś takiego nie mogło przytrafić się lepszej osobie niż Kevinowi Sussmanowi" – przyznał w podcaście.
Serial "Stuart nie ratuje wszechświata" jeszcze w tym tygodniu zadebiutuje na HBO Max i pokaże, jak tytułowy bohater przypadkowo powoduje apokalipsę w multiwersum. Obok odniesień do kultowych widowisk sci-fi, animacji i akcyjniaków postapo, w serialu czeka nas szereg gościnnych występów. Z "Teorii wielkiego podrywu" wracają m.in. Christine Baranski (w oryginalnej serii wcielająca się w Beverly Hofstadter), Riki Lindhome (Ramona Nowitzki) oraz Teller (w "Teorii wielkiego podrywu" Larry Fowler).
W misji Stuarta wspomagają jego dziewczyna Denise (Lauren Lapkus), geolog Bert Kibbler (Brian Posehn) i fizyk kwantowy, wszechobecny wrzód na tyłku Barry Kripke (John Ross Bowie). Z poprzednich materiałów wiemy też, że na ekranie będą też Wil Wheaton (jako on sam) i Joshua Malina jako Siebert, rektor Caltech.
W zwiastunie serialu "Stuart nie ratuje wszechświata" wypatrzycie też Jona Cryera znanego z "Dwóch i pół". Nie wiemy jeszcze, czy do ról z klasycznej komedii – albo jako warianty dawnych postaci – wrócą Kaley Cuoco, Johnny Galecki, Mayim Bialik, Jim Parsons, Kunal Nayyar czy wspomniany Simon Helberg.
Premiera serialu dokładnie 24 lipca na HBO Max. Nowe odcinki będą pojawiać się na platformie co piątek. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji, sprawdźcie, co o produkcji napisała Serialowa: "Stuart nie ratuje wszechświata" – recenzja serialu.