Dramaty: 35 najlepszych odcinków 2013 roku

"House of Cards" (1x11 - "Chapter 11")

"House of Cards" (Fot. Netflix)

"House of Cards" (Fot. Netflix)


Mateusz Madejski: Obok "Breaking Bad", "House of Cards" był chyba najcieplej przyjętym serialem roku. W tym przypadku wskazanie najlepszego odcinka jest nieco trudniejsze, bo wiele osób obejrzało cały sezon w kilka dni. Jednak na tle całej świetnej produkcji wyróżniał się 11. epizod. Wtedy to Frank Underwood zdecydował się zabić człowieka, który stał mu na przeszkodzie. O ile wcześniej nie wstydziliśmy się, że Frank mimo całego swojego cynizmu wzbudza naszą sympatię, to w tym momencie musieliśmy się zacząć. Ale po obejrzeniu tego odcinka, jeszcze bardziej chcieliśmy się dowiedzieć, co ten drań Underwood znowu wymyśli.

Michał Kolanko: Już od pierwszej sceny tego serialu było jasne, że w Franku Underwoodzie drzemią mroczne siły. Jednak, aż do 11 odcinka pierwszego sezonu mogło się wydawać, że Frank to tylko zręczny polityk, który może i nie cofnie się przed niczym w dążeniu do władzy, ale jest przede wszystkim zręcznym manipulatorem i przebiegłym intrygantem. W tym odcinku Frank przekroczył linię, której przekroczenia wielu jednak się nie spodziewało. To w pewnym sensie esencja całego "House of Cards": pokazanie wprost, jak absolutnie władza może korumpować i niszczyć człowieka.

Nikodem Pankowiak: Franka Underwooda lubiłem praktycznie od samego początku. Facet wie, czego chce, konsekwentnie dąży do celu, no ale kurcze, są jakieś granice, prawda? Trochę dziwnie kibicuje się komuś, kto dla swoich celów jest w stanie zabić niewinnego człowieka. Frank objawił się tutaj jako człowiek bez kręgosłupa moralnego. Nie żebym wcześniej wierzył, że wyznaje on jakieś wyższe wartości, jednak miałem nadzieję, że pewnych granic nigdy nie przekroczy. Okazuje się, że w drodze po władzę granice nie istnieją.

Marta Wawrzyn: Oczywiście, ja też Franka polubiłam już w pierwszej chwili, a obserwując jego poczynania w świecie, którego święci bynajmniej nie zasiedlają, lubiłam go coraz bardziej i bardziej. Oglądając ten odcinek, od samego początku, czyli od sceny z kongresmenem Russo tuż po obudzeniu, czułam jakiś nieokreślony niepokój, który z minuty na minutę zamieniał się w pewność, że wydarzy się coś dramatycznego. Scenę w garażu oglądałam szeroko otwartymi oczami, wciąż nie mogąc uwierzyć, że on TO zrobi. Zrobił. I co teraz? Mam go lubić dalej? I może jeszcze mu kibicować, jak Walterowi White'owi kiedyś?

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,