Dramaty: 30 najlepszych odcinków 2014 roku

"Detektyw" (1x03 - "The Locked Room")

"Detektyw" (Fot. HBO)

"Detektyw" (Fot. HBO)


Michał Kolanko: Rust Cohle zdobył pozycję w popkulturze głównie dzięki swoim nihilistycznym wywodom na temat człowieka i ludzkości jako takiej. I to właśnie jego uwagi na temat struktury rzeczywistości, wygłaszane przed dwoma całkowicie zdezorientowanymi detektywami (którzy nie rozumieją z nich nic a nic) sprawiły, że Rusta Cohle’a nigdy nie zapomnimy. "Time is a flat circle" stało się niemal wizytówką tego fenomenalnego serialu.

Chociaż oczywiście sprowadzanie go tylko do tych wykładów Cohle’a byłoby krzywdzące. "True Detective" to serial tak wielowątkowy i wielowymiarowy, jak te właśnie przemówienia o tym, czym jest współczesny świat i jak zachowuje się w nim człowiek.

Marta Wawrzyn: Ci, którzy z krytykowania "Detektywa" uczynili swoją misję, powtarzają mi, że jeśli lubię przemowy Cohle'a, to pewnikiem nic z nich nie rozumiem, bo przecież koleś opowiada banały. Może i faktycznie je opowiada, nie twierdzę, że jest to niesamowicie odkrywcze i że mamy serialowego detektywa od razu uznać za kolejnego wielkiego filozofa. Wiadomo, że to tylko popkultura, a popkultura ma to do siebie, że wszystko troszkę spłyca, po to by trafić do szerszego kręgu odbiorców.

Ale na szczęście ja jestem prostym człowiekiem, do którego jak najbardziej trafiają takie proste środki wyrazu. Pewnie dlatego wciąż mi brzmi w uszach końcowa przemowa Cohle'a z "The Locked Room" i ta przerażająca konstatacja, że ofiary ściganego mordercy powitały śmierć z ulgą, widząc, jak łatwo i dobrze jest po prostu odpuścić sobie i przestać walczyć o to, co i tak nie ma znaczenia - całe nasze życie, razem z tymi głupimi dramatami, które są jednym wielkim niczym. W tym samym zresztą odcinku miała miejsce druga z moich ulubionych mów Cohle'a - ta o religii, prowadzona w prowizorycznym kościele.

Chyba nigdy przedtem ani potem nie czułam aż takiej nici porozumienia z "Detektywem", jak właśnie oglądając "The Locked Room" po raz pierwszy, drugi i... nie wiem, chyba ze cztery go widziałam, a końcówkę odświeżam sobie na nowo co jakiś czas. Kocham pióro Nica Pizzolatto i to, z jaką lekkością i swobodą porusza się po grząskim przecież terytorium, przekładając prawdy o życiu, człowieku i innych rzeczach wielkich na język telewizji. A Matthew McConaughey zagrał to po prostu bezbłędnie, czyniąc postać typowo literacką człowiekiem z krwi i kości, a do tego prawdziwą popkulturową ikoną.

Nie wiem, w jaki sposób Nic Pizzolatto chce to przebić w 2. sezonie - w mojej opinii tego przebić po prostu się nie da.

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,