Dramaty: 30 najlepszych odcinków 2014 roku

"The Missing" (1x08 - "Till Death")

"The Missing" (Fot. BBC)

"The Missing" (Fot. BBC)


SPOILERY NA TEMAT ZAKOŃCZENIA SEZONU!

Michał Kolanko: Ten serial niesie ze sobą potężny ładunek emocjonalny. I wydawałoby się, że nieuniknione będzie finałowe rozczarowanie. Ale tak się nie stało. To historia, która nie daje o sobie zapomnieć, przede wszystkim dzięki fenomenalnej roli Jamesa Nesbitta. Ostatnia scena sezonu pozostawia na tyle otwarte możliwości interpretacji, że zaciera to nawet kontrowersje wywołane w pewnym sensie trywialnym wyjaśnieniem historii całego zaginięcia.

Oczywiście, finał wzbudził duże kontrowersje i tak. Ale w serialu, w którym nie było jednego słabego odcinka, jest on bardzo godnym zakończeniem całej historii. Takim, który nie pozostawia widza z wrażeniem, że został oszukany, o co w takich serialach jest bardzo łatwo.

Marta Wawrzyn: A widzisz, dla mnie właśnie to, jak ująłeś, "w pewnym sensie trywialne" wyjaśnienie zaginięcia dziecka stanowi największą wartość serialu. Gdyby małego Olivera porwał gang pedofilów, pewnie uznałabym to za totalny banał, przegięcie i coś z zupełnie innej bajki niż poprzednie siedem odcinków. A tak to jest serial tak bardzo bliski prawdziwego życia, jak tylko się da. Tragedie, które spowodowane są czyjąś głupotą, to w prawdziwym świecie norma, wielkie spiski, porwania i rozmowy z kosmitami to znak, że mamy do czynienia z próbą zamaskowania pisarskich niedociągnięć i emocjonalnej pustki w serialu.

A "The Missing" wygrywa właśnie tym, że wszystko tu jest do bólu prawdziwe, nie ma fałszywych nut, źle zagranych emocji. Są subtelności, spojrzenia, gesty, znaczenia ukryte poza słowami, obrazy warte więcej niż tysiące słów. James Nesbitt rzeczywiście jest wielki, jest dokładnie taki, jaki powinien być ojciec, który puścił rękę dziecka i już zawsze będzie tego żałował.

Pole do interpretacji otwarte jest moim zdaniem tylko pozornie - to znaczy możemy myśleć, że rzeczywiście istnieje możliwość, iż to Tony ma rację i Ollie żyje, ale jednocześnie dobrze czujemy, że wcale tak nie jest. Ollie nie żyje i nic tego nie zmieni, a jego ojciec po prostu popadł w obłęd. Wydaje mi się, że o taki właśnie efekt chodziło twórcy serialu. I uważam, że amerykańska telewizja zrobiła widzom dużą krzywdę, jeśli nie potrafią docenić tak normalnego i dalekiego od hollywoodzkiego zakończenia.

Cieszy mnie też odważna decyzja o zrobieniu z "The Missing" antologii. Amerykanie na pewno próbowaliby kontynuować historię Hughesów i wycisnąć z niej tyle kasy, ile się da. Brytyjczycy poszli zupełnie inną drogą - i naprawdę to doceniam.

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,