Kiedyś Proust, dziś "Breaking Bad" i "GoT". Polacy też kłamią, że widzieli znane seriale

"Gra o tron" (Fot. HBO)

"Gra o tron" (Fot. HBO)

To nie żart - ludzie okłamują znajomych, mówiąc, że widzieli najpopularniejsze seriale. Wszystko dlatego, że ambitne telewizyjne produkcje wypada dziś znać, tak jak kiedyś wypadało znać Prousta i Dostojewskiego.

Na początku stycznia, idąc za przykładem brytyjskiego "Radio Timesa", zrobiliśmy ankietę, w której pytaliśmy, czy zdarza Wam się kłamać, że widzieliście jakiś serial, a jeśli tak, to jaki. Nasze wyniki są trochę inne od brytyjskich, choć króla mamy tego samego - "Breaking Bad". I w Wielkiej Brytanii, i wśród czytelników Serialowej to właśnie jest tytuł uważany za podstawę serialowej edukacji. Jeśli nie widzieliśmy, kłamiemy, że widzieliśmy.

W komentarzach co prawda wielu z Was było sceptycznych, że ktoś może kłamać w takiej bzdurnej sprawie, jak seriale, ale wyniki sondy mówią, że owszem, to się zdarza również w Polsce. W naszej ankiecie zagłosowały 1153 osoby. Ogromna większość - tj. 79,5% - twierdziła, że nigdy nie zdarzyło jej się skłamać, iż widziała jakiś serial. Ale już 20,5% przyznało się do kłamstwa. To wynik nieco różniący się od brytyjskiego - tam było 42% kłamczuchów - i moim zdaniem wynika to przede wszystkim z tego, że seriale wciąż jeszcze nie są u nas aż tak popularne jak na Zachodzie. Kiedy zaczną je oglądać naprawdę wszyscy, a nie tylko ta garstka, która świetnie zna angielski i nie czeka aż seriale pojawią się w polskiej telewizji, kłamczuchów też przybędzie.

Jakie seriale stają się najczęściej przedmiotem kłamstwa? Oto dziesiątka, która zdobyła najwięcej głosów w naszej ankiecie.

1. "Breaking Bad" - 19,49%
2. "Gra o tron" - 14,06%
3. "Twin Peaks" - 12,78%
4. "Lost" - 12,14%
5. "Rodzina Soprano" - 11,18%
6. "House of Cards" - 7,99%
7. "True Detective" - 5,11%
8. "Mad Men" - 4,47%
9. "Fargo" - 4,15%
10. "The Wire" - 3,51%

Innymi słowy, "Breaking Bad" i "Grę o tron" uważamy za najbardziej obowiązkowe pozycje. "Twin Peaks" pewnie nie byłoby tak wysoko, gdyby nie zbliżający się powrót serialu i związany z tym szum wokół niego. "The Wire" - też przecież klasyka! - znalazło się niziutko na liście, za "Detektywem", "Mad Men" i "Fargo". Po wczorajszym newsie o powrocie "Z Archiwum X" pewnie powinniśmy Was zapytać i o ten tytuł. Założę się, że zebrałby sporo głosów.

Okłamywanie znajomych, że widziało się jakiś serial, może wydawać się śmieszne. Ale to przecież nic nowego. Zawsze na imprezach grało się lepszą wersję siebie, przy wykorzystaniu wszelkich dostępnych środków. W moim liceum pozowaliśmy wszyscy na miłośników prozy Dostojewskiego i Prousta, choć mało kto miał pojęcie, o czym w ogóle mowa, za to kiedy rozmowy schodziły na "Ally McBeal" albo "Zbuntowanego anioła", towarzystwo ożywało.

Dziś już nikt nie udaje, że czyta. Nie mamy czasu, w końcu praca w korpo, tablety, Facebooki, Twittery. Ale odcinek serialu zawsze udaje nam się gdzieś wcisnąć. Problem polega na tym, że nie jesteśmy wszyscy mieszkańcami Stars Hollow, nie znamy na wyrywki amerykańskiej popkultury. Mamy duże zaległości, które zaczynamy nadrabiać dopiero teraz. I których prawdopodobnie nie nadrobimy, dopóki nie wejdzie do nas Netflix, z wszystkimi starymi sezonami "Twin Peaks", "Mad Men", "Z Archiwum X" czy "Przyjaciół".

Ale do swoich zaległości nie lubimy się przyznawać. Lubimy pozować na takich, którzy wiedzą wszystko i mogą polecić znajomym fajny serial, a nie tylko słuchać, co inni mają do powiedzenia. Efektem są właśnie takie małe kłamstewka, które mogą Wam się wydawać śmieszne, ale to nie tak. To nie jest bardziej śmieszne niż pozowanie na kogoś oczytanego, kogoś, kto bywa i zna się.

I nie byłabym też taka przekonana, że obrazuje to upadek obyczajów. Owszem, rekordowo niskie czytelnictwo i zamiana Prousta na "Breaking Bad" coś mówi o społeczeństwie. Ale niekoniecznie od razu oznacza, że głupiejemy. Zmienia się nasz styl życia, jesteśmy coraz bardziej zajęci i wybieramy rozrywki, które łatwiej wcisnąć pomiędzy kolejne obowiązkowe punkty dnia. A ponieważ zaczyna się prawdziwy szał na seriale, niektóre tytuły zaczynamy traktować jako coś, co znać powinniśmy.