7 rzeczy, które uczyniły mój tydzień lepszym

"Gilmore Girls" (Fot. Netflix)

"Gilmore Girls" (Fot. Netflix)

Za nami tydzień zdominowany przez Netfliksa, który zaprezentował szaloną ilość wszystkiego na TCA. A poza tym wreszcie poznaliśmy datę premiery "Westworld"!

1. "Gilmore Girls", czyli dobry powód, aby czekać na listopad. Nie ma chyba drugiej netfliksowej premiery, na którą czekałabym tak ja na tę. To coś niewyobrażalnego - tak po prostu po prawie dziesięciu latach wrócimy do Stars Hollows i najwyraźniej nic tam się nie zmieni. Wciąż nie do końca w to wierzę, no ale skoro Rory i Lorelai znów siedzą w tej samej kuchni i rozmawiają o Amy Schumer...

2. Wysyp netfliksowych newsów na TCA. To naprawdę znak czasów: tak gigantycznej prezentacji na TCA jak Netflix nie miała i raczej nie będzie miała żadna stacja. Tak po prostu, nonszalancko, na niecałe dwa miesiące przez premierą ogłoszono nowy serial z Orlando Bloomem, a następnie nie wypuszczono żadnych materiałów promocyjnych - wyobrażacie sobie, żeby któraś z tradycyjnych telewizji coś takiego zrobiła? Nigdy w życiu! A do tego więcej "Narcos", 2. sezon "Lady Dynamite", niesamowite nazwiska w "Black Mirror". No po prostu cuda! Mam tylko nadzieję, że w 2017 roku wreszcie dostaniemy w pakiecie 48-godzinną dobę. To już naprawdę najwyższy czas, Netfliksie.

3. A skoro jesteśmy przy "Black Mirror"... Z jakiegoś powodu Netflix jeszcze nie podzielił się z nami zwiastunem nowego "Black Mirror", ale i tak dostaliśmy dużo newsów. Nazwiska zaangażowane w projekt są po prostu fantastyczne - jest tam nawet Mike Schur, twórca "Parków"! A poza tym bardzo dobrze mi się patrzy na Charliego Brookera na takich wydarzeniach jak TCA. On po prostu zasłużył na to, żeby cały świat ekscytował się jego serialem. Kiedy "Black Mirror" startowało w 2011 roku, nikt chyba nie sądził, że stanie się czymś więcej niż jedną z tych brytyjskich perełek, które ogląda garstka publiczności. A za chwilę to będzie pewnie jedna z najbardziej rozpoznawalnych netfliksowych marek. Super!

Fot. Eric Charbonneau/Netflix

Fot. Eric Charbonneau/Netflix


4. Chwalenie "Stranger Things" weszło mi w nawyk. Tak niesamowitego zaskoczenia jak "Stranger Things" dawno nie było, więc z przyjemnością serial chwalę i będę chwalić. Tym razem zapraszam na stronę Newsweeka.

5. "Westworld" naprawdę w końcu się pojawi. Uff! Pamiętam, jak zapowiadałam "Westworld" jako jedną z najbardziej oczekiwanych premier 2015 roku. A potem produkcja się przeciągała i przeciągała, aż w końcu trudno było mieć nadzieję, że zobaczymy wielki hit, a nie kit. Mimo wszystko wierzę w HBO - które wielkiego hitu zresztą naprawdę potrzebuje - i już się nie mogę doczekać na ten serial. Wczoraj ogłoszono, że "Westworld" będzie miał premierę 2 października (w Polsce dzień później) i miejmy nadzieję, że już nie będzie odwrotu.

6. Chłopaki z "Looking" po raz ostatni na ekranie. "Looking: The Movie" obejrzałam dopiero wczoraj i było to jedno z lepszych doświadczeń z tego tygodnia serialowego. Będzie mi bardzo brakowało tego ciepła, tej melancholii, tych widoków, które zawsze są gdzieś tam w tle ważnych rozmów. Będzie mi brakowało ekranowych przyjaźni, poszukiwań, uśmiechu Patricka i tysiąca innych rzeczy. Szkoda, że to już koniec - i dobrze, że dostaliśmy zamknięcie.

dom-pato57

7. Michael K. Williams w "Długiej nocy". Choć "Długą noc" widziałam już prawie w całości, oczywiście oglądam wszystkie odcinki ponownie, w miarę jak pojawiają się na HBO BO. W tym tygodniu do i tak już wyśmienitej ekipy aktorskiej dołączył Michael K. Williams, który wciela się w więzienną szarą eminencję. I choć nie jest jasne od pierwszej chwili, czego właściwie on chce od Naza, to tak charyzmatyczny facet, że po prostu nie da się od niego oderwać oczu.

night-of-czolo