7 rzeczy, które uczyniły mój tydzień lepszym

"Young Sheldon" (Fot. CBS)

0

To był świetny tydzień w serialach - doceniam news o Wiedźminie, małego Sheldona, gadającego psa, nową odsłonę "San Junipero", a także to, czego jeszcze zobaczyć nie mogę, choć już naprawdę bym chciała.

1. "Wiedźmin", czyli najbardziej ekscytujący serialowy news od dawna

W tym roku podczas majowych upfrontów pojawił się taki news, że wszyscy kompletnie zapomnieliśmy o tych wszystkich fascynujących nowych proceduralach CBS. Netflix zrobi serial o Wiedźminie - i to nie taki, jak ten z Michałem Żebrowskim, tylko w międzynarodowej obsadzie, ze scenarzystami "The Expanse", Tomaszem Bagińskim i Andrzejem Sapkowskim na pokładzie.

Typowania, kto powinien zagrać Geralta, są całkiem interesujące, ale koniec końców - choć nie mogę oprzeć się myśli o Madsie Mikkelsenie z białą czupryną - zgadzam się z użytkownikami Reddita. Netflix powinien pójść tą drogą co HBO w przypadku "Gry o tron" i zatrudnić jakieś nowe twarze. Amerykańscy spece od castingów potrafią dziś dokonać cudów, a wydawanie milionów dolarów na gaże aktorskie w serialu, którego produkcja i tak będzie szalenie droga, nie ma sensu. Ucierpiałaby na tym jego jakość.

2. Mały Sheldon jest świetny!

Oglądanie zwiastunów seriali Wielkiej Czwórki - o pilotach już nie wspominając - to, co tu dużo mówić, strata czasu. Ale czasem trafi się jakaś miła niespodzianka. Mnie naprawdę zaskoczył Iain Armitage - fantastyczny dzieciak z "Wielkich kłamstewek", który prawdopodobnie będzie w stanie pociągnąć "Young Sheldon". Czyli serial, który bez niego uważałabym za absolutnie zbędny - a z nim uważam za coś, co koniecznie trzeba będzie sprawdzić jesienią.

3. Będzie bardzo dużo "Riverdale" w przyszłym sezonie

CW ogłosiło swoją ramówkę na jesień i jest w niej "Riverdale" - serial, który debiutował w midseasonie i wybił się na wielki hit, także dzięki Netfliksowi. To oznacza, że 2. sezon przygód Archiego i spółki będzie znacznie dłuższy od pierwszego. I świetnie, bo to guilty pleasure, jakiego potrzebujemy.

4. Allison Tolman i gadający pies

Uważam, że ABC popełniło koszmarny błąd, odkładając na półkę "Downward Dog", komedię z Allison Tolman z "Fargo" i gadającym psem. Premiera 17 maja, kiedy wszystko inne w telewizji ogólnodostępnej już się kończy, prawdopodobnie pogrzebie ten interesujący projekt. "Downward God" chwalił już w swojej recenzji Mateusz i ja oczywiście podpisuję się pod tym: to świeża, lekko depresyjna komedia, która spokojnie mogłaby zagościć w ramówce na dłużej. Serial ABC ma wszystko to, czego większość współczesnych sitcomów nie posiada: dwójkę sympatycznych bohaterów, emocje, które wyglądają na prawdziwe, i wystarczająco inteligentny scenariusz, abym chciała sprawdzić co dalej. Czemu nikt w tej stacji tego nie dostrzegł?

downwarddog2

5. Nowa mieszkanka San Junipero

Z cyklu: mała rzecz, a cieszy. Netflix wpadł na świetny pomysł, miksując "Black Mirror" i "Orange Is the New Black".

6. Kolorowy świat Kimmy Schmidt w trzeciej odsłonie

Nie do końca zgadzam się z Michałem, który pisze, że 3. sezon "Unbreakable Kimmy Schmidt" oferuje rozrywkę co najmniej tak cudowną jak poprzednie. Moim zdaniem jest w widoczny sposób mniej cudownie, ale wciąż - Kimmy i jej ekscentryczni znajomi dają radę, a wśród setek (tysięcy?) żartów, które padły, można znaleźć sporo perełek. Świetnie się bawiłam, wzrosło moje uwielbienie dla Titusa i Jacqueline, a wątek Kimmy poszukującej swojego miejsca w życiu podobał mi się tym bardziej, im bardziej realistyczny się stawał. Szkoda, że to tylko 13 odcinków.

titus456

7. Oczekiwanie na "Twin Peaks"

David Lynch zafundował nam słodką udrękę do ostatniej chwili - o nowym "Twin Peaks" na kilkanaście godzin przed premierą nie wiemy właściwie nic, nikt z polskich dziennikarzy go nie widział, a strzępy informacji z jedynego pokazu na świecie można interpretować różnie. Ale myślę, że to wystarczy, aby trochę uspokoić tych, którzy się bali, że będzie powtórka z powrotu "Z Archiwum X". Wygląda na to, że tutaj nikt nie próbuje odtwarzać lat 90. Uff.

Ostatnie godziny czekania to prawdziwa tortura, ale cóż począć. My wracamy do czytania o sowach, a tym nielicznym, którzy mogli na pokazie zamienić się ze sławnych ludzi z powrotem w nerdów i strzelić sobie foto z agentem Cooperem, szczerze zazdrościmy.