Serialowe hity i kity – nasze podsumowanie tygodnia

"Gra o tron" (Fot. HBO)

1 2 3 4 5 6 7 8 9

Hit tygodnia: Lucyfer bawi jak nigdy w 4. sezonie

"Lucyfer" (Fot. Netflix)

"Lucyfer" (Fot. Netflix)

Uratowany przez Netflix "Lucyfer" uwodził nas w teaserach sugestiami nagości i faktycznie, zgrabne pośladki Toma Elllisa pojawiają się już w pierwszych minutach 4. sezonu (i przewijają się regularnie). Jeżeli ktoś jednak liczył na poziom golizny taki jak w hitach HBO, to będzie zawiedziony, gdyż diabelski serial jest libertyński w słowach, nie w obrazach i nagości używa naprawdę w dobrze uzasadnionych przypadkach.

Nie przeszkadza to jednak fanom rozpływać się w zachwytach nad 4. sezonem serialu. "Lucyferowi" bardzo pomogło skondensowanie historii do dziesięciu zamiast dwudziestu paru odcinków, dzięki temu autentycznie trudno się oderwać od binge'owania serialu, który zachował wszystkie swoje zalety (a najważniejsza wada w postaci dłużyzn zniknęła).

Główny wątek, czyli relacja Lucyfera z Chloe (Lauren German, lepsza niż zwykle) zyskała dużo dynamiki nie tylko dzięki temu, że pani detektyw zna już prawdziwe oblicze naszego ulubionego Diabła, ale także dzięki dodaniu dodatkowych wątków komplikujących stosunki pomiędzy nią a Lucyferem. Dodatkowy wymiar zyskali też pozostali bohaterowie, szczególnie Maze (Lesley-Ann Brandt), Dan (Kevin Alejandro) i Ella (Aime Garcia). Dużo dobrej zabawy dostarczyła też zupełnie nowa postać, czyli Ewa grana przez izraelską aktorkę Inbar Levi.

"Lucyfer" pozostał pod skrzydłami Netfliksa tym, czym był – lekkim serialem bawiącym się popkulturą i motywami religijnymi (jest przy tym głębiej chrześcijański niż niejedno kazanie w niedzielę). Nieustannie bawi humorem, smaczkami w aluzjach, także wobec siebie i swojego skasowania, czy żartami Lucyfera z bardzo ważnego proroctwa ("spadną żaby, czy nadchodzi zima?" – pytał Lucyfer). Widać też wyraźnie, że twórcy mogli sobie pozwolić na więcej, ale pilnowali się, by nie odejść zbyt daleko od tego, czym "Lucyfer" był wcześniej. A emocjonalne zakończenie sezonu (w razie potrzeby, to także świetny finał serialu) wyciśnie łzy fanom.

Wiele osób na pewno się ucieszy, że również muzycznie "Lucyfer" pozostał świetny. W pamięć zapadają zarówno Tom Ellis śpiewający "Creep" Radiohead w otwierającej sezon sekwencji, jak i Lesley-Ann Brandt z emocjonalnym wykonaniem "Wonderwall" Oasis. [Andrzej Mandel]

1 2 3 4 5 6 7 8 9
REKLAMA