Co warto oglądać? Oceniamy nowości z listopada

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

"Flesh and Bone"

"Pot i łzy" (Fot. Starz)

"Pot i łzy" (Fot. Starz)


Marta Wawrzyn: Najgorsza obok "The Bastard Executioner" produkcja, jaką zaprezentowały tej jesieni amerykańskie kablówki. Ktoś w Starz miał na szczęście wystarczająco dużo refleksu, by to skasować jeszcze przed premierą, ale ten serial w ogóle nie powinien był ujrzeć światła dziennego. To jedna z tych nadętych, pretensjonalnych produkcji, które im większe mają o sobie mniemanie, tym bardziej popadają w śmieszność.

"Flesh and Bone" - serial o młodziutkiej tancerce, która podbija nowojorską scenę baletową - myśli, że jest drugim "Czarnym łabędziem", problem w tym, że filmowi Darrena Aronofsky'ego nie dorasta do pięt. Bliżej mu raczej do "Showgirls", bo nie dość że niepotrzebnie epatuje seksem, to jeszcze dorabia ideologię do czegoś tak prostego i niewymagającego analiz, jak taniec w klubie ze striptizem. Wszystkie problemy w serialu biorą się z seksu i we wszystkim, co się dzieje na ekranie, mniej lub bardziej chodzi o seks. Nawet nowatorska sztuka wystawiana przez bohaterów musi traktować o "seksualnym przebudzeniu kobiety", bo dlaczego miałaby być o czymkolwiek innym.

Fabuły we "Flesh and Bone" jest jak na lekarstwo - to raczej zbiór pretensjonalnych metafor, scen i obrazów, okraszonych sporą dawką golizny. Tandetny miszmasz, w którym patos miesza się z artystyczną ekstazą, a wszystko i wszystkich łączy seks. Im dziwniejszy, bardziej chory i wyuzdany, tym lepiej. Bo to takie nowatorskie, przełomowe i odważne. Ziew, ziew, ziew. Obejrzałam całość głównie po to, aby przekonać się, jak daleko twórcy posuną się w tworzeniu tego karykaturalnego, przegiętego świata. Finał udowodnił, że nie ma dla nich żadnych granic.

A patrzyło się na to przykro przynajmniej z kilku powodów: bo serial bardzo stereotypowo potraktował środowisko baletowe. Bo ktoś tu zasugerował, że kobiety to istotki, które przedkładają emocje nad zdrowy rozsądek. Bo psychologia postaci nie tylko była mało wiarygodna, ale też miała w sobie coś przerażająco antykobiecego. I wreszcie - bo serial stworzyła Moira Walley-Beckett, laureatka nagrody Emmy i scenarzystka najlepszego odcinka w historii "Breaking Bad". Z tego ostatniego powodu moje oczekiwania były naprawdę duże, a zawód jeszcze większy.

Pełna recenzja "Flesh and Bone">>>

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10