7 rzeczy, które uczyniły mój tydzień lepszym

"Legion" (Fot. FX)

0

W tym tygodniu niewiele było rzeczy idealnych, no, może poza tym momentem, w którym padło sformułowanie "topsy-turvy". Doceniam m.in. "Legion" i "Westworld", a poza tym chwalę się, że mamy urodziny!

1. To, jak "Westworld" zakpił sam z siebie

Spośród wielu rzeczy, których brakuje mi w "Westworldzie" - blockbusterze doskonałym, ale niestety wciąż tylko blockbusterze - na pierwszym miejscu postawiłabym prawdziwe, porządne, ludzkie emocje, a na drugim humor i dystans. Jednego i drugiego dostarczył w tym tygodniu wątek Maeve, która razem ze swoją drużyną wylądowała w Shogun Worldzie i trochę się zdziwiła, spotkawszy niejaką Akane (Rinko Kikuchi) i zorientowawszy się, ile obie mają ze sobą wspólnego.

Scena napadu, która wjechała przy dźwiękach "Paint It Black", połączona z rozbrajającym wyznaniem Lee, że trudno napisać kilka oryginalnych scenariuszy w trzy tygodnie, to jedna z najfajniejszych rzeczy w tym sezonie. Zwłaszcza że twórcy "Westworldu" zrobili dokładnie to co on - przepisali pewne wątki na nowo i sprzedali je jeszcze raz. I nie da się na nich o to gniewać, w końcu zrobili to z jajem.

2. Te wszystkie piękne obrazki, które zaserwował "Legion"

Dziwna sprawa - zgadzam się z Mateuszem, że "Chapter" nie był najbardziej udanym odcinkiem "Legionu", a jednak obejrzałam go dwa razy i uważam, że piękne było w nim absolutnie wszystko, od Ptonomy'ego zagubionego w maszynie, poprzez stylowy wyścig przez pustynię, aż po skarpetki Dana Stevensa. A pogaducha o chłopakach przy whisky to jedna z moich ulubionych scen w całym sezonie. Hamish Linklater i Rachel Keller udowodnili, że są kolejnym duetem, który oglądamy na ekranie zdecydowanie za rzadko.

To w ogóle jest mój główny zarzut do tego sezonu - Noah Hawley i jego scenarzyści zaczęli traktować bohaterów drugiego planu instrumentalnie, porzucając ich i wykorzystując, kiedy przychodzi na nich czas. Oczywiście, "Legion" nie jest ani pierwszy, ani ostatni - większość seriali tak ma, na czele z najlepszymi z najlepszych, jak "The Wire" czy "Mad Men". Niemniej jednak tutaj ma to taki skutek, że kiedy robimy przerwę w ściganiu potwora i zajmujemy się zwykłymi, ludzkimi sprawami, następuje zdziwienie, że twórcy o nich nie zapomnieli, tylko odłożyli je na bok. I niestety, ale trochę mi brakuje większej troski o ludzkie sprawy na co dzień.

legiongif

3. "Things are very topsy-turvy at the office"

Nie ma sensu tłumaczyć - ci, co mają wiedzieć, wiedzą, o co chodzi. A wszystkim innym polecam nadrobić sześć sezonów "The Americans", bo to od początku do końca pierwszorzędny serial.

4. "The Expanse" zostało uratowane

Jeff Bezos osobiście ogłosił, że będzie 4. sezon "The Expanse". I to niewątpliwie jest świetna wiadomość. Ale uważajcie z wygórowanymi oczekiwaniami - to tylko znaczy, że serial dostał drugą szansę, żeby zbudować publikę. Jeśli okaże się, że stosunek kosztów do oglądalności jednak Amazonowi nie odpowiada, trzeciej szansy nie będzie. Innymi słowy: chcecie, żeby "The Expanse" przetrwało, zakładajcie konta na Amazonie, kiedy pojawi się nowy sezon. Nie ma innej drogi - za skasowanie serialu niemal zawsze odpowiada publiczność, a dokładniej jej brak.

5. Twórca "Simpsonów" i księżniczka z mojej bajki

Netfliksowe "Disenchantment" zapowiada się bardzo, bardzo dobrze. Nie tylko dlatego, że "uzależniona od alkoholu księżniczka Bean, jej zadziorny towarzysz elf Elfo i osobisty demon Luci" już na papierze wyglądają na trio, z którym chętnie bym się zaprzyjaźniła. To serial, w którym główną rolę gra Abbi Jacobson z "Broad City"!

Disenchantment

6. Damon Lindelof napisał list

Damon Lindelof niewątpliwie jest jednym z tych twórców, którzy budzą skrajne emocje, choćby dlatego, że są wyraziści, mają swój specyficzny sposób widzenia świata i wszystko muszą zrobić po swojemu. Tak właśnie będzie z adaptacją "Watchmen", która jest kontrowersyjna, zanim w ogóle na planie padł pierwszy klaps. Ja czekam na nią właśnie dlatego, że tworzy ją Lindelof i że ta adaptacja tak naprawdę będzie własnym dziełem twórcy, podobnie jak "Fargo" czy "Legion".

Liczę na jakieś role dla Justina Theroux i Carrie Coon (na razie w obsadzie są m.in. Regina King i Don Johnson) i wypatruję zamówienia dla całego sezonu, a tymczasem polecam Wam 5-stronicowy list do fanów. To jedna z najpiękniejszych i najmądrzejszych rzeczy, jakie przeczytałam w tym tygodniu.

Day 140.

Post udostępniony przez Damon (@damonlindelof)

7. Zgadnijcie, kto obchodzi 7. urodziny

Okolicznościowego wpisu w tym roku zabrakło, bo uznałam, że nie mam do powiedzenia tyle co Damon Lindelof. Ale rocznica nie może przejść całkiem niezauważona: Serialowa skończyła w tym tygodniu 7 lat i patrząc z perspektywy na nasze początki, mogę powiedzieć, że 7 lat to cała epoka. Nie zbudowaliśmy w tym czasie statku i nie polecieliśmy nim w kosmos, choć takie plany też były, ale stworzyliśmy coś, co okazało się większe od nas. I wciąż rośnie, mimo że jest to szalenie trudne bez relacjonowania, co tam w "M jak miłość" i "Koronie królów".

Po drodze przetrwaliśmy wiele zawirowań, związanych z jednej strony ze zmieniającym się rynkiem telewizyjnym, a z drugiej, z działaniami korporacji i prawodawców, od których, chcąc nie chcąc, jesteśmy uzależnieni. Budowanie małego serwisu internetowego w czasach, kiedy z jednej strony Facebook i Google, a z drugiej podmioty stanowiące prawo wciąż podejmują decyzje, które mają na nas bezpośredni i zwykle niekorzystny wpływ, jest jak pływanie rowerem wodnym po Wiśle pod Wawelem. Próbowałam, polecam tylko osobom, które nie boją się stłuczki z czymś tysiąc razy większym od siebie.

Dwa tygodnie temu, podczas debaty w radiowej Czwórce, w której brałam udział, usłyszałam z ust jednego z polskich filmowców, że seriale, także te najlepsze - tu pan wymienił "Breaking Bad", bo akurat "ostatnio" oglądał - to tylko takie "historyjki", w żadnym razie nie mogące równać się z filmami. To był dziwny moment, w którym poczułam się jak istota z innego wymiaru, która przypadkiem zabłąkała się do jakiegoś lepszego świata, tylko po to, aby mogła poznać swoje miejsce.

Dziękuję, że z nami jesteście i że pomagacie nam budować trochę inną rzeczywistość niż ta, w której utkwił ten człowiek. Bo bez historyjek w naszym życiu czegoś by niewątpliwie brakowało. Nawet gdybyśmy mieli obrazki.