Oceniamy jesienne nowości. Część 1 - dramaty

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17

"Gotham"

"Gotham" (Fot. FOX)

"Gotham" (Fot. FOX)


Michał Kolanko: Jak się okazuje, można na nowo opowiedzieć historię Gotham City. Mimo dziesiątek, jeśli nie setek wcześniejszych prób, ten serial - mimo problemów - to cały czas coś bardzo świeżego.

Marta Wawrzyn: Świeżego - tak, chyba tak. Ale czy aż tak dobrego? No cóż... Wizualnie "Gotham" jest cudne, przemyślane, wystylizowane na maksa i całkiem mroczne. Zupełnie mi nie przeszkadza fakt, że to mrok sztuczny, photoshopowy. Knajpa Fish Mooney, mieszkanie Gordona, komisariat, ciemne zaułki, stroje bohaterów - to wszystko wygląda super.

Problem mam przede wszystkim z głównym bohaterem - co za sztywny, pozbawiony wąsów nudziarz, wygłaszający pozbawionym emocji głosem totalne banały! - i z nieciekawymi sprawami tygodnia, które mam ochotę zwyczajnie przewijać. Ale z drugiej strony jest tu tyle fantastycznych postaci na drugim planie (Pingwin!!! Pingwin, Pingwin, Pingwin) i tak zgrabne połączenia między nimi, że wciąż przy tym serialu trwam i ani myślę go rzucać. Mimo wszystko to jedna z lepszych premier tej jesieni. Po prostu spodziewałam się jeszcze więcej...

Andrzej Mandel: Nigdy nie przepadałem za komiksami o Batmanie, ale widziałem większość ekranizacji (mam chyba braki z jedną częścią nakręconą przez Nolana), a i sporo kreskówek opartych na komiksowych motywach. Pewne nadzieje więc z "Gotham" wiązałem, na szczęście niewielkie, więc pierwsze odcinki mnie nie rozczarowały. Zbytnio.

Olbrzymim magnesem jest świat Gotham, ten, który widzimy w tle. To miasto autentycznie żyje i bardzo mi się to podoba. O wiele mniej za to podoba mi się to, co dzieje się z głównymi postaciami i mam wrażenie, że Bruno Heller stał się, po "Mentaliście", strasznie schematyczny. Przerysowanie postaci jest moim zdaniem większe, niżby to wynikało z komiksowego rodowodu, ale z drugiej strony jest to konwencja, którą się albo kupuje, albo nie. Ja mam więc problem, co nie zmienia faktu, że oglądam każdy odcinek. W końcu, to komiks, prawda?

Bartosz Wieremiej: Produkcja, która prawdopodobnie nie spełniła oczekiwań. Prawdopodobnie dlatego że - tak jak w przypadku ubiegłorocznego wielkiego komiksowego "dzieła" - marzenia wieszczących spektakularny sukces były zbyt wielkie, by móc istnieć w telewizyjnej rzeczywistości.

"Gotham" jest ładnie zrobioną błyskotką, która jak na razie tylko aspiruje do bycia czymś więcej, niż jest. Jest przyzwoitym serialem, którego najmocniejszym punktem wcale nie jest główny bohater, czyli Jim Gordon (Ben McKenzie). Jest cotygodniową wizytą w przytłaczającym wręcz mieście pozbawionym tej jednej, istotnej postaci, wokół której, w wyobraźni wielu, wszystko się kręciło.

I nie ma się co dziwić, że zdarzają się rzeczy niepotrzebne, a niektórzy bohaterowie pałętają się bez wyraźnego celu. Nie ma się też co martwić, że część znanych z komiksów (i nie tylko) postaci prowadzona jest ciężką ręką, a Bruce Wayne (David Mazouz) już za chwilę dołączy do grona telewizyjnych "ulubieńców" w stylu Henry'ego z "Once Upon a Time". Z takimi problemami zmaga się większość seriali. Dlaczego więc w przypadku "Gotham" miałoby być inaczej?

Przeczytajcie recenzję pilota "Gotham">>>

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17